Pogoda
jaka jest- każdy widzi. Nic się nie chce, wszystko szaro- bure, a do wiosny
jeszcze trochę. Ja jednak zaklinam tę jesienną aurę i przemycam do swojej
kuchni jak najwięcej kolorów, a przy okazji też wartościowych produktów. To
właśnie znajdziecie w tej łatwej,
szybkiej i smacznej sałatce. Jeśli lubicie tego typu przepisy, to musicie
koniecznie ją wypróbować. No i koniecznie dajcie znać, jakie Wy macie sposoby
na jesień:)
Składniki:
1
op. rukoli lub roszponki
1
dojrzałe awokado
1 duży ugotowany burak
1
mango
1
pęczek pietruszki
1
op. kiełków na patelnię
1-2
łyżki oleju roślinnego (np. kokosowy)
2
łyżki sosu sojowego
po
garści ziaren słonecznika i pestek dyni
Sos:
4 łyżki oliwy z
oliwek
2 łyżki
musztardy
2 lyżki octu
balsamicznego
2 łyżki syropu
klonowego
sok z połowy
cytryny
Wykonanie:
Awokado, buraka i mango kroimy w niezbyt drobną
kostkę.
Pietruszkę drobno siekamy.
Kiełki podsmażamy na oleju, dodajemy sos sojowy,
dokładnie mieszamy i zostawiamy jeszcze 2-3 minuty na ogniu.
Ziarna słonecznika i pestki dyni prażymy na suchej
patelni.
Wszystkie składniki sosu miksujemy na gładką masę.
Czy
jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o wegańskim serze z ziemniaka? Ja przeczytałam
o nim pierwszy raz u WeganNerd, ale potem Internet został wprost zalany
przepisami na niego. Przyznam, że nie dowierzałam, kiedy czytałam, że kombinacja
ziemniaka i marchewki może przypominać jego smak. Zrobiłam z ciekawości i ...
oniemiałam! Cudo! Dla mnie ten sos smakuje cheddarem i pokochała go cała moja
rodzinka. Najbardziej przypadł mi on do gustu z makaronem, kiełkami i suszonymi
pomidorami. Musicie spróbować, bo to "niebo w gębie"! ;)
Makaron gotujemy zgodnie ze wskazówkami na
opakowaniu.
Marchew i ziemniaki kroimy w kostkę, gotujemy do
miękkości.
Ugotowane warzywa łączymy z płatkami, czosnkiem, przyprawami i bulionem warzywnym. Całość blendujemy, a następnie cały czas dalej blendując stopniowo
dolewamy oleju.
Jeśli chcecie, żeby sos był mniej gęsty, dodajcie
więcej bulionu.
Kiełki smażymy na 1 łyżce oleju kokosowego, a
następnie dodajemy sos sojowy, całość mieszamy i podsmażamy jeszcze 2-3
minuty.
Pietruszkę drobno siekamy.
Suszone pomidory kroimy w drobną kostkę.
Posiekaną pietruszkę, suszone pomidory i kiełki
mieszamy z gotowym sosem serowym.
Makaron mieszamy z sosem lub nakładamy kilka łyżek
na porcję makaronu na talerzu.
Jakiś czas temu przeczytałam na blogu Anny Lewandowskiej o tym, że śniadania węglowodanowe niekoniecznie pozytywnie wpływają na poziom naszej energii o poranku i że podobno dużo lepszy wpływ mają na nas połączenia białkowo- tłuszczowe. Jej argumenty wydawały się przekonujące. Postanowiłam je wypróbować i choć ostatecznie wróciłam do moich różnorodnych, ale głównie węglowodanowych śniadań, to była to świetna okazja do tego, żeby wymyślić kilka nowych, pysznych przepisów. I tak oto jeden z nich, czyli nadziewane pastą z tofu awokado na pewno zadowoli zarówno osoby, które preferują białkowo- tłuszczowe poranki, jak i te, które szukają ciekawego pomysłu na przystawkę, dodatek do obiadu czy kolacji, a także wszystkich, którzy szukają urozmaicenia w swojej diecie.
Składniki na 3 porcje:
3 szt.awokado (musi być dojrzałe, miękkie)
1 łyżeczka oleju roślinnego (np. kokosowego)
1 cebula
1 ząbek czosnku
1 op. tofu (180 g.)
2 łyżki sosu sojowego
3-4 łyżki mleka roślinnego
1 łyżka płatków drożdżowych (opcjonalnie, dostępne np. tu)
po 1/2 łyżeczki wędzonej papryki, czubrycy i lubczyku
1/2 papryki
pieprz
Wykonanie:
Cebulę i czosnek drobno kroimy, a następnie podsmażamy na niewielkiej ilości oleju.
Tofu, sos sojowy, , mleko, płatki drożdżowe, przyprawy, 3/4 podsmażonej cebulki i czosnku przyprawy blendujemy. Dodajemy resztę cebuli i czosnku- całość mieszamy łyżką.
Paprykę kroimy w cienkie paski.
Tofu przekrajamy na pół, wyciągamy delikatnie pestkę, a wgłębienia każdej połówki wypełniamy nadzieniem z tofu.
Ostanio
CookZoom polecił mi amerykańską komedię kulinarną "Szef". Usłyszałam,
że podobno nie można jej oglądać na głodnego, a potem niby chce się gotować. I
tak pewnego niezbyt udanego dnia postanowiłam przekonać się sama. Cóż mogę Wam
powiedzieć? Każdy pasjonat gotowania (i nie tylko) powinien ją obejrzeć!
Poprawia humor, pozytywnie nastraja i motywuje do działania. W tle świetna (m.in.) kubańska muzyka, food porn i piękne wakacyjne obrazki. W trakcie filmu musiałam
zrobić sobie przerwę, żeby zrobić tofucznicę i dopiero wtedy mogłam dokończyć
seans;)
A potem rzuciłam się w wir gotowania i pieczenia! Tak m.in. zabrałam
się do 5. podejścia do wegańskich drożdżówek z "serem". I wyszła mi wersja, o którą chodziło mi od
początku! Drożdżówki są mięciutkie, lekko wilgotne, po prostu rozpływają się w
ustach i znikają w mgnieniu oka!
Składniki:
Ciasto
1
łyżka zmielonego siemienia lnianego + 3 łyżki gorącej wody
25
g. świeżych drożdży (ew. 1 op., czyli 7 g. drożdży instant)
1
szkl. ciepłego mleka roślinnego
1
łyżeczka olejku lub ekstraktu waniliowego
6
łyżek cukru
10
łyżek oleju
2
szkl. mąki pszennej typu 550 + ok. 1/2 szkl. do podsypywania
Nadzienie
2
op. tofu lub 1 szkl. ugotowanej kaszy jaglanej
1/4
szkl. mleka roślinnego
3-4
łyżki dowolnego słodu
sok
z 1 cytryny
1/2
szkl. rodzynek
2
duże garście orzechów włoskich
Kruszonka
3
łyżki cukru
3
łyżki oleju (np. kokosowego)
3
łyżki mąki
1/2
łyżeczki cynamonu
Wykonanie:
Siemię lniane miksujemy na jednolitą masę.
Do papki z siemienia dodajemy olejek waniliowy, pokruszone drożdże, dosypujemy 1 łyżkę
cukru i dolewamy ciepłe mleko. Całość miksujemy i odstawiamy na 10 min.
W dużej misce mieszamy mąkę, olej, pozostały cukier,
i powstałą mieszankę drożdżową; przez ok. 8 min. wyrabiamy gładkie, elastyczne,
lekko lepkie ciasto. W razie potrzeby podsypujemy mąką (ja zawsze zużywam jeszcze
dodatkowo ok. 1/3 szkl. mąki ). Odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 60- 90 min. do wyrośnięcia.
W
tym czasie przygotowujemy nadzienie.
Tofu lub kaszę jaglaną miksujemy na gładką masę z
sokiem z cytryny, mlekiem i słodem. Smakujemy i w razie potrzeby dodajemy jeszcze
wg uznania trochę słodu.
Rodzynki zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na min.
10-15 min., po czym dokładnie odsączamy z wody.
Orzechy drobno siekamy.
A
potem przechodzimy do kruszonki.
Wszystkie składniki mieszamy i dokładnie rozcieramy
w palcach, do momentu, aż powstaną lekko lepiące się ze sobą okruchy.
Przechodzimy
do etapu końcowego:)
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 2 części (tak będzie
łatwiej wykonywać kolejne czynności) i każdą z nich rozwałkowujemy na
blacie posypanym mąką na placek o ok. 0,5 cm. grubości.
Na każdym placku rozsmarowujemy przygotowaną
wcześniej masę "serową", posypujemy równomiernie posiekanymi
orzechami i odsączonymi rodzynkami.
Wysmarowane placki zwijamy wzdłuż dłuższego boku
delikatnie w dość ścisły rulon (tak jak zawijamy naleśniki) .
Gotowy rulon kroimy na kawałki o ok. 2 cm.
szerokości, które następnie układamy dookoła tortownicy (nie muszą ściśle
do siebie przylegać, w trakcie pieczenia i tak się "zejdą").
Każdy kawałek smarujemy niewielką ilością wody, a
następnie równomiernie nakładamy
kruszonkę. Odstawiamy blachę w ciepłe miejsce na kolejne 30 min. (powinny
jeszcze trochę wyrosnąć).
Po ponownym wyrośnięciu wstawiamy drożdżówki do
piekarnika rozgrzanego do 180 st. i pieczemy ok. 30 min w termoobiegu. (Sprawdzajcie
już po ok. 20 min., czy ciasto się zarumieniło- po 5-10 min. od tego
momentu będzie gotowe.)
Macie
dziś może ochotę na coś słodkiego? A co powiecie na zatopione w słodkim czerwonym
winie gruszki i orzechy włoskie? Całość podana w formie tarty i polana sosem tahini. Jakie to jest pyyyszne! W sam
raz na sezon gruszkowy. Skusicie się?
Składniki:
Ciasto
3/4
szkl oleju kokosowego
2
banany
1/2szkl. dowolnego słodu
2
szkl. mąki tortowej
szczypta
soli
Nadzienie
5
gruszek
100
g. rodzynek
duża
garść orzechów włoskich
50
ml. słodkiego czerwonego wina
1/4
szkl. słodu
2
łyżki oleju kokosowego
szczypta
cynamonu
Polewa:
2
łyżki tahini
1 łyżka dowolnego słodu
2
łyżki oleju kokosowego
kilka
łyżek ciepłej wody
sok
z połowy cytryny
Wykonanie:
Ciasto
Olej kokosowy, banany i słód miksujemy na gładką masę.
Masę bananowo- kokosową mieszamy z mąką i zagniatamy
jednolite, zwarte ciasto, które następnie zawijamy w folię spożywczą i
odstawiamy na 30 min. do lodówki.
Nadzienie
Gruszki obieramy, kroimy na cztery, wycinamy środek,
a następnie kroimy w kostkę.
Rodzynki zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na 10 min.,
a następnie odsączamy z nadmiaru wody i zanurzamy w winie.
Orzechy siekamy bardzo drobno.
Łączymy rodzynki w winie z orzechami, słodem, olejem
kokosowym i cynamonem. Całość dokładnie mieszamy i dodajemy do pokrojonych
gruszek. Ponownie mieszamy.
Wracamy
do ciasta:
Nastawiamy
piekarnik na 180 st..
2/3 ciasta rozwałkowujemy mniej więcej na wielkość
naszej foremki.
Wykładamy/ wyklejamy foremkę ciastem, tak by boki
foremki były również pokryte ciastem (dociskamy po prostu ciasto
odpowiednio palcami ).
Nadzienie odsączamy z wody/ wina i wykładamy je na
spód ciasta.
Resztę, czyli pozostałą 1/3 ciasta rozwałkowujemy, a
następnie przykrywamy nią nadzienie. Doklejamy do boków spodu i nakłuwamy
w kilku miejscach widelcem (w wersji łatwiejszej możemy wierzch pokroić na
paski i zrobić z nich kratkę).
Pieczemy ok. 45 min. w rozgrzanym wcześniej
piekarniku.
W międzyczasie przygotowujemy polewę:
Miksujemy tahini, olej, wodę, słód, sok z cytryny na gładki sos. W razie potrzeby dodajemy więcej wody.
Ciasto polewamy sosem tahini lub ew. dekorujemy samym cukrem pudrem.
Dziś
mam dla Was coś naprawdę ekstra ekstrawaganckiego! Buraczki w takim wydaniu
będą oryginalną przystawką albo niebanalną sałatką na wszelkie okazje. Maliny i
buraki to fantastyczne połączenie i uwierzcie, że w połączeniu z odrobiną chrzanu
to już zupełne mistrzostwo! No to kto odważny spróbuje (a gwarantuję, że nie
pożałuje!)? :)
Składniki:
3
ugotowane buraki
2
łyżki musztardy
2
łyżki syropu klonowego (ew. innego słodu)
2
łyżki octu balsamicznego
4
łyżki oleju lnianego (ew. oliwy z oliwek)
po 1/4
łyżeczki soli i pieprzu
1/2
szkl. malin
10
sztuk winogron (opcjonalnie)
1
pęczek pietruszki
garść
orzechów włoskich
chrzan
(opcjonalnie do podania)
Wykonanie:
Buraki ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Musztardę, syrop klonowy, ocet, olej lniany, maliny,
sól i pieprz miksujemy na gładki sos.
Z
czym Wam się kojarzą placki ziemniaczane? Mi z moją ukochaną babcią, której
gotowanie było mistrzostwem świata i jak dla mnie jeszcze nikt jej nie
dorównał. Nie miała do dyspozycji tych wszystkich modnych dziś na rynku fit- i eko- produktów, a jednak potrafiła
wyczarować obiady, za którymi dziś bardzo tęsknię. Z sentymentem postanowiłam więc
zabrać się za ziemniaczne placki i urozmaiciłam je warzywami, które akurat
miałam pod ręką. Podane z hummusem lub wegańskim serem to prawdziwa uczta dla
podniebienia! :)
Składniki:
6
małych ziemniaków
1
marchew
1
cukinia
1
średniej wielkości cebula
2
ząbki czosnku
po
1/2 łyżeczki papryki wędzonej i ostrej
1
łyżeczka lubczyku
sól,
pieprz
1
łyżka zmielonego siemienia lnianego+ 4 łyżki gorącej wody lub gorącego bulionu
warzywnego
1/4
szkl. mleka roślinnego
8
łyżek mąki pełnoziarnistej
olej
do smażenia
Wykonanie:
Ścieramy na tarce ziemniaki, marchew, cukinię i
cebulę.
Przeciskamy czosnek przez praskę lub bardzo drobno
siekamy i dodajemy do warzyw.
Dodajemy przyprawy, całość mieszamy.
Siemię lniane mieszamy z goracą wodą lub bulionem-
do uzyskania konsystencji "jajka", a następnie blendujemy tę
papkę z mlekiem.
Gotową mieszankę z siemienia dodajemy do startych
warzyw, całość dokładnie mieszamy (można rękoma).
Dodajemy mąkę i ponownie dokładnie mieszamy.
Formujemy rękoma małe placki i smażymy z obu stron na
niewielkiej ilości oleju.
Podajemy z hummusem, sosem czosnkowym lub wegańskim
serem (np. takim).